polemika, krytyka, Strefa psychologa

Homofobia – co to znaczy?

Autor: dr n.społ. Andrzej Margasiński, psycholog

Termin „homofobia” pierwszy raz  został użyty przez dziennikarzy Jacka Nicholsa i Lige’a Clarke’a w magazynie pornograficznym „Screw”  w 1969 r. Spopularyzował go amerykański psycholog i aktywista gejowski George Weinberg, który zresztą początkowo nie był zdecydowany, w jakim znaczeniu chce go użyć. Ostatecznie w publikacji z 1972 r. Weinberg określił homofobię jako „lęk przed bliskim kontaktem z ludźmi homoseksualnymi, a w przypadku tych ostatnich wstręt do samego siebie”. Koncept ten w tamtych latach nie został zweryfikowany żadnymi badaniami, niemniej zaczął robić szybką karierę usilnie lansowany przez środowiska gejowskie, zwłaszcza po ukazaniu się w 1989r. głośnej książki Kirka i Madsena  „After the Ball: How America Will Conquer Its Fear and Hatred of Gaysin the ’90s.”, w której ci aktywiści gejowscy zaplanowali strategie dla ruchu LGBT i socjotechniczne sposoby „oswajania” Ameryki z homoseksualizmem.

Z perspektywy czasu można stwierdzić, że ich plan powiódł się w całości, w tym duchu mieści się lansowanie czarno-białego stosunku do homoseksualizmu. Albo jesteś tolerancyjny, albo jesteś faszystą, albo współczesnym humanistą, albo homofobem z ciemnogrodu. Stereotypowo terminem „homofobia” zaczęto ujmować wszelkie opinie niechętne homoseksualizmowi, pojęcie stopniowo stawało się i staje się nadal częścią ideologii politycznej poprawności. Założenia politycznej poprawności oparte były skądinąd na szlachetnych przesłankach, aby język nie był narzędziem dyskryminacji i represji, niemniej z czasem zostały one wyraźnie zdominowane przez ideologię lewicową. Nie trzeba dodawać, że jest to dziś obowiązujący kanon w kulturze Zachodu.

W tym nurcie mieści się uznanie homoseksualizmu za pełnoprawną orientację seksualną, a każdy, kto myśli inaczej, określany jest mianem homofoba. Włoski konserwatysta Rocco Buttiglione nie został europejskim komisarzem po tym, gdy nagłośniono jego poglądy na temat homoseksualizmu i uznano go za homofoba. W 2010 r. oskarżono przed sądem nowego prymasa Belgii Andre-Josepha Leonarda, bo ośmielił się twierdzić, że AIDS jestnaturalną konsekwencją ryzykownych kontaktów seksualnych, w tym homoseksualnych. W tym samym roku miała miejsce głośna krytyka minister Radziszewskiej za poparcie szkoły katolickiej, która nie chciała zatrudnić u siebie jako nauczycielki zdeklarowanej lesbijki. Za krytyczne wypowiedzi na temat homoseksualizmu mianem homofoba piętnowani byli w Polsce różni publicyści i politycy, m.in. Kazimierz Marcinkiewicz, Michał Ujazdowski czy Roman Giertych. Można zauważyć powstawanie błędnego stereotypu. W mainstreamowej publicystyce, a także na portalach i blogach gejowskich, wszystkich odmiennie myślących, bez względu na motywacje i konsekwencje takich postaw, opatruje się etykietą homofoba, ich wypowiedzi się kataloguje i wydaje w specjalnych opracowaniach, wrzucając wszystkich „do jednego worka”, począwszy od nazistów poprzez współczesnych polityków, a na Janie Pawle II i Benedykcie XVI skończywszy. Mianem homofoba określa się po prostu każdego,kto nie ma afirmatywnego stosunku do roli i miejsca  homoseksualistów we współczesnym świecie. Samo pojęcie stało się orężem walki ideologicznej, sugerującym przy tym oparcie na naukowych przesłankach. W rzeczywistości jego stereotypoweużywanie stoi w całkowitej sprzeczności z psychiatrycznym kontekstem.

Definicyjna wolnoamerykanka

Czytelników zainteresowanych pogłębieniem tematu zachęcam do małego eksperymentu. Proszę poświęcić pół godziny na zebranie z różnych internetowych encyklopedii i słowników definicji homofobii. Nie ma dwóch jednakowych. Takie samo zróżnicowanie obserwować można w słowie drukowanym, niestety także w publikacjach profesjonalistów. Uznany autorytet Zbigniew Lew-Starowicz w swoich publikacjach z lat 1999–2005 za każdym razem inaczej definiuje homofobię. Jedno z tych ujęć wnikliwej krytyce poddała gdańska psycholog Katarzyna Bojarska-Nowaczyk – skądinąd znana z zaangażowania w obronę praw mniejszości seksualnych. Z jej krytyką trudno się jednak nie zgodzić. Krakowska psycholog B. Pilecka definiuje homofobię wliczając do tej postawy bardzo szerokie spektrum emocji bez empirycznego uzasadnienia. Znany socjolog A. Giddens w swoim podręczniku pt. „Socjologia” w definicji homofobii do lęku dodał pogardę dla homoseksualistów, lecz nie zadał sobie trudu jakiegokolwiek uzasadnienia tego ujęcia. Określenie to jest często powtarzane w opracowaniach socjologicznych. Zarówno w Wikipedii (przypomnijmy, że w tej encyklopedii hasła redagują sami internauci), jak i wpublikacjach środowisk gejowskich ujmuje się homofobię w kategorii postaw, wskazując na różne negatywne przekonania, emocje i zachowania wobec homoseksualistów, tyle że twierdzeń tych nie można odnosić do prawdziwej homofobii. W odniesieniu do niej obserwujemy bowiem sytuację swobodnego i zróżnicowanego jej definiowania, wręcz można mówić o instrumentalnym „pompowaniu” tego pojęcia – np. w ujęciu dokonanym przez Radę Europy – przy czym zdecydowana większość autorów ignoruje bądź nie dostrzega faktu, iż homofobia jest jednostką per se psychiatryczną. Jeśli zgodnie z semantycznym źródłosłowem rozpatrujemy homofobię jako rodzaj fobii, to trzeba odnieść się do tego, na czym polega to zaburzenie psychiczne. W tradycji psychiatrycznej pojęcie fobii zawsze było używane w dość wąskim znaczeniu, w celu określenia stanów polegających na przeżywaniu silnego lęku w zetknięciu z lękotwórczym bodźcem, któremu towarzyszy szereg objawów wegetatywnych.

Rzeczywista homofobia

Innymi słowy – nie ma fobii bez lęku, zatem zgodnie z kryteriami diagnostycznymi homofobia powinna oznaczać „silny lęk przed homoseksualistami i/lub związanymi z nimi przedmiotami czy sytuacjami”. Rzeczownik fobia (gr. phobos – strach, lęk) determinuje proces definiowania każdego pojęcia, którego jest elementem składowym. W dyskursie społecznym obserwuje się nader swobodne odchodzenie od tego semantycznego źródłosłowu (zauważmy, że nie dotyczy to tylko tytułowego terminu, określenia takie jak rusofob, germanofob, etc. nader często są nieprawidłowo używane na określenie postaw wrogich, a nie lękowych). Amerykański psychiatra S. Breiner twierdzi, iż homofobia jako zaburzenie psychiczne istnieje jako szczególna forma fobicznej reakcji. Decydują o tym indywidualne reakcje lękowe na przedmioty lub sytuacje, które dla innych osób mogą być całkowicie neutralne, nielubienie pająków nie jest równoznaczne z arachnofobią, czyli paraliżującym strachem w zetknięciu z nimi. Analogicznie, nielubienie homoseksualistów czy odczucie psychicznego dyskomfortu w ich obecności nie można traktować jako homofobii. Koncepcja Breinera rozszerza stanowisko National Association for Research and Therapy of Homosexuality (NARTH) – prężnej organizacji zrzeszającej psychiatrów i psychologów zajmujących się terapią homoseksualistów. Wydaje się, że analizy Breinera zostały potwierdzenie przez brytyjskiego autora D. Murphy’ego, który opisuje pięć hospitalizowanych osób, u których rozpoznano psychozę paranoidalną, z dominującym motywem homofobii. Każdy z tych pacjentów podjął próbę ataku na homoseksualistów z intencją zabójstwa, co w dwóch przypadkach okazało się niestety skuteczne. Zatem homofobia jako jednostka chorobowa istnieje zarówno w aspekcie teoretycznym, jak i w praktyce terapeutycznej. Siłą rzeczy termin ten powinien być używany tylko w kontekście klinicznej diagnozy fobii. Liczne badania, także w Polsce, wykazały, iż wpostawach wobec homoseksualistów dominującym emocjami są gniew i wstręt, a nie lęk – nie ma uzasadnienia bydo takich postaw odnosić pojęcie homofobii.

Postawy wobec homoseksualizmu

Paleta postaw wobec homoseksualizmu nie jest czarno-biała, co szerzej przedstawiłem w kilku tekstach naukowych. Homoseksualizm ujmowany jako zboczenie, degeneracja, brak moralności, stereotypowe postrzeganie wszystkich gejów i lesbijek jako „pedałów”, „ciot” itd. to cechy postawy dyskryminacyjnej (homouprzedzenie). Jak pokazują badania, emocjonalnymi komponentami homouprzedzeń są wstręt, złość, gniew, obrzydzenie, poczucie dyskomfortu, chęć izolacji. Na poziomie zachowania mogą być podejmowane akty agresywne, zarówno werbalne, jak i niewerbalne.

Mogą one mieć charakter trwałych tendencji, osoby homouprzedzone mogą być bardziej zainteresowane dyskryminacyjnymi zachowaniami wobec homoseksualistów niż próbami porozumienia i lepszego ich zrozumienia. Wiele zachowań określanych stereotypowo mianem homofobii fachowo należałoby określić mianem homouprzedzeń. Osoby o postawie lękowej cechują się wysokim poziomem lęku wobec homoseksualistów, czemu towarzyszyć będzie szeroka gama objawów wegetatywnych. W tej postawie homoseksualizm również postrzegany będzie bardzo krytycznie, jako zboczenie seksualne, a geje i lesbijki budzić będą lęk i zachowania unikowo-ucieczkowe.

Mogą również pojawiać się akty wrogości, bardziej jako forma odreagowania niż trwała tendencja zachowania. Jeśli lęk nasili się do poziomu niekontrolowanego, nierzadko na poziomie ataku paniki można mówić o homofobii jako o zaburzeniu psychicznym. Traktowanie homoseksualizmu jako równoprawnej orientacji seksualnej w stosunku do heteroseksualizmu to cechypostawy wspierającej (homofilnej). Dominującymi emocjami są sympatia, życzliwość, współczujące rozumienie. Równoprawne ujmowanie obydwu orientacji seksualnych połączone będzie z deklaracjami o przyznaniu homoseksualistom pełni praw społecznych w zakresie legalizacji związków, ulg podatkowych, dziedziczenia, prawa do adopcji dzieci. Można przyjąć, iż postawa ta koreluje zasadniczo ze światopoglądem liberalno-lewicowym.

Postawą neutralną cechują się osoby o raczej małym zasobie wiadomości na temat homoseksualizmu i przez to brakiem sprecyzowanych poglądów. Losy homoseksualistów byłyby im w zasadzie obojętne, z niewielkimi odchyleniami w kierunku sympatii lub antypatii. Oprócz jednostek reagujących chorobliwą fobią lub homouprzedzeniami jest jeszcze miejsce na inny wariant postaw, być może społecznie najbardziej licznych.

Homosceptycyzm to nie homofobia

Mowa tu o osobach, które nie akceptują homoseksualizmu jako sposobu na życie, uważają go za aberrację od norm ukształtowanych przez naturę, z dystansem przyjmują afirmatywne deklaracje gejów i lesbijek, ale nie oznacza to, że osoby te podejmują wobec homoseksualistów działania dyskryminacyjne i przemocowe. Zapytałem w chwili pisania tego tekstu pewnego 20-letniego, heteroseksualnego studenta filozofii, nastawionego do homoseksualizmu sceptycznie: – Znasz jakiegoś homoseksualistę? – Tak, to ktoś, kto wręcz emanuje swoją homoseksualnością, ale zwyczajnie go lubię. Lektura wspomnień byłych homoseksualistów, którzy dokonali zmiany swych preferencji na heteroseksualne (np. w swoich publikacjach relacje takie zamieszcza holenderski psychoterapeuta  van der Aardweg), nie pozostawia wątpliwości, że są to osoby dalekie od jakichkolwiek form dyskryminacji wobec swoich byłych towarzyszy.

O swej dramatycznej drodze życiowej obrazowo pisze Richard Cohen, były gej, a obecnie terapeuta zaangażowany w pomoc terapeutyczną innym homoseksualistom. Nie ma żadnego uzasadnienia, by osoby takie określać mianem homofobów czy homouprzedzonych. Wyrażają one swój krytycyzm wobec homoseksualnego stylu życia, ale nie wobec osób. Na ich określenie zaproponowałem termin „homosceptycy” określający postawę krytyczną. Homosceptyk to ktoś cechujący się negatywnymi przekonaniami na temat homoseksualnego stylu życia, ale neutralnymi lub pozytywnymi emocjami i zachowaniami wobec osób homoseksualnych. Podkreślić trzeba rozróżnienie pomiędzy brakiem akceptacji dla homoseksualnych zachowań, ale nie dla osoby. Homosceptykami byłyby więc osoby przekonane, że homoseksualizm to wybór gorszej drogi życiowej niż heteroseksualizm, czemu towarzyszy raczej współczucie niż potępienie. W tym duchu można interpretować znaną wypowiedź Richarda Cohena: „Homoseksualizm nie jest wesoły (gay) ani zły (bad), ale smutny (sad)”. Można założyć, że postawa krytyczna jest powiązana z konserwatywno-religijnym światopoglądem jednostki. Większość piętnowanych osób przytoczonych wcześniej jawi się jako jednostki homosceptyczne. Stosowanie terminu „homofobia” na oznaczenie wszystkich postaw krytycznych wobec zachowań homoseksualnych i podkultury gejowskiej jest bezpodstawne. Pojęcie to winno być używane na określenie psychiatrycznej jednostki chorobowej zaklasyfikowanej do grupy fobii zgodnie z klasyfikacjami chorób i zaburzeń psychicznych. Dlaczego więc wielu autorów, w tym psychiatrów i psychologów, nie rezygnuje ze stosowania pojęcia homofobia na określenie postaw niechętnych wobec homoseksualistów? Wydaje się, że można wskazać kilka przyczyn.

Dialog czy epitety?

Pierwsza z nich to pewna pasywność intelektualna, termin zdobył już określoną popularność i jest często używany w publicystyce zarówno w polskiej, jak i zagranicznej, jest on wręcz wszechobecny w mediach. W naszym kraju jest niewiele fachowych publikacji na ten temat i wszędzie do tej pory określenie to było stosowane, więc w grę może wchodzić inercyjny czynnik „skoro używają go inni, mogę i ja”. Wreszcie trzeba dopuścić świadome działanie homofilne, służące wspieraniu mniejszości seksualnych w realizacji ich celów. Stereotypowe operowanie terminami takimi jak homofobia i homofob w gruncie rzeczy spłaszcza i prymitywizuje dyskurs społeczny, wywołuje naturalne odruchy protestu u osób nastawionych bardziej konserwatywnie. Stosowanie tego pojęcia w polemikach społecznych na określenie osób wypowiadających się krytycznie o homoseksualizmie jest medycznie nieuprawnione, w gruncie rzeczy to obraźliwa i agresywna sugestia, bo przecież ktoś, kto „jest dotknięty” taką czy inną fobią nie do końca kontroluje swoje zachowanie, powinien poddać się leczeniu, zatem nie może być pełnoprawnym partnerem dyskusji… Operowanie taką etykietą, nierzadko jak przysłowiowym cepem, nie przysłuży się burzeniu murów i tworzeniu klimatu do porozumienia między heteroseksualną większością a homoseksualną mniejszością, wręcz odwrotnie. A przecież chyba nie o to chodzi… W dialogu społecznym stosowanie adekwatnych terminów na określanie różnych postaw wobec homoseksualizmu wydaje się potrzebą chwili.


Materiał opublikowany za zgodą Autora.

Gorąco zapraszam – do dyskusji, komentarzy, polemiki. EŁ

Przechwytywanie

Reklamy

About psychologiaity.com

psycholog dr n.społ. Ewa Łodygowska

Dyskusja

Brak komentarzy.

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s