felieton, Strefa psychologa

O manipulacji w psychoterapii

Autor: dr n. społ. Andrzej Margasiński, psycholog kliniczny

Czytając o niezwykłych osiągnięciach Miltona Ericsona, ideologii NLP, bioenergetyce Lowena czy sukcesach bazujących na wykorzystywaniu interwencji paradoksalnej, nieprzygotowany czytelnik może dojść do wniosku, że współczesna psychoterapia ociera się o magię, w wyrafinowany sposób manipulując ludźmi. W poniższym tekście podjęta zostanie próba analizy pojęcia manipulacji i odniesienia go do relacji terapeutycznej

Pojęcie manipulacji niewątpliwie należy do wiodących tematów badawczych psychologii społecznej. O psychomanipulacjach mówi się najczęściej w aspekcie wywierania wpływu na innych, skutecznego marketingu, pozyskiwania zwolenników i wyborców, manipulowania małymi grupami religijnymi czy subkulturowymi.

Paradoksalnie literatury poświęconej manipulacjom w obszarze psychoterapii jest stosunkowo mało, co nie oznacza, że kwestiom manipulacji nie poświęca się należytej uwagi w trakcie szkoleń terapeutycznych czy superwizji. Niemniej trudno jest znaleźć zadawalające definicje pojęcia, a jeśli już to zasadniczo na gruncie psychologii społecznej (por. Witkowski, 2000).

Autorzy definiujący zjawisko akcentują różne aspekty sytuacji manipulacyjnej, np. A.Podgórecki (1976) podkreśla kontrolę nad sprawczością zachowania: „Manipulacja to (…) wszelkie sposoby oddziaływania na jednostkę lub grupę, które prowadzą do mylnego przekonania u osoby manipulowanej, że jest ona sprawcą (decydentem) jakiegoś oddziaływania podczas, gdy jest ona narzędziem w rękach rzeczywistego sprawcy”. T.Maruszewski i E.Ścigała (1999) podkreślają czynnik kontrolny: „Mechanizmy, które uruchamiają procesy pozwalające na kontrolowanie twoich myśli, sterowanie emocjami czy działaniami określamy jako manipulacje. Manipulacja jest formą zamierzonego wywierania wpływu na drugą osobę czy grupę w taki sposób, aby podejmowała ona – nie zdając sobie z tego sprawy – działania zaspokajające potrzeby manipulatora”.

Wydaje się, że mimo pewnych różnic większość autorów (por. T.Witkowski, 2000) podstawowy warunek sytuacji manipulacyjnej widzi w aspekcie świadomości, osoba manipulująca ma świadomość celów i skutków swoich działań, zaś osoba manipulowana nie wie jakim oddziaływaniom podlega. Zatem w ujęciu szerokim – wydaje się, że zbliżonym do rozumienia potocznego – przez manipulację rozumieć można działania nadawcy, których przewidywany skutek jest nieznany dla odbiorcy. Nasuwa się wniosek, że tak szeroko rozumiana manipulacja jest immanentną częścią psychoterapii, bowiem w tym kontekście każdą zastosowaną technikę terapeutyczną, której przewidywane skutki są oczekiwane przez terapeutę, a nieznane klientowi, można nazwać manipulacją.

Takie wydaje się być przekonanie Erica Marcuse’a: „Terapeuci Gestalt oskarżają nie-gestaltystów o manipulacyjność ignorując fakt, że technika „pustego krzesła” jest oczywistym zabiegiem manipulacyjnym” (za: Bandler, Grindler, 1986). Innymi słowy – każda technika to manipulacja. Z tego założenia wychodził jeden ze współtwórców psychologii humanistycznej C.Rogers, którego terapia skoncentrowana na kliencie miała być programowo pozbawiona możliwości manipulacji poprzez rezygnację ze stosowania jakichkolwiek technik.

Niemniej wydaje się, że takie ujęcie manipulacji jest zbyt szerokie. T.Maruszewski i E. Ścigała podkreślają, że o zaistnieniu sytuacji manipulacyjnej decyduje kwestia potrzeb. W zależności od tego czyje potrzeby są realizowane, jeśli inicjatora – mamy do czynienia z manipulacją. Wyróżnikami sytuacji manipulacyjnej wydają się być 3 kryteria:

  1. intencjonalność manipulatora,
  2. instrumentalne traktowanie drugiej osoby,
  3. nastawienie na realizację własnych celów i potrzeb.

Zatem w węższym znaczeniu można powiedzieć, że z manipulacją mamy do czynienia wtedy, gdy ktoś mający określone potrzeby i związane z nimi cele realizuje je, instrumentalnie traktując innych.

Wydaje się, że brak powyższego rozróżnienia i uzgodnień definicyjnych leży u podstaw semantycznego zamieszania i nieporozumień wokół pojęcia manipulacji w terapii. Rozróżnienie potrzeb i celów w aspekcie manipulacji może być niezwykle pomocne i decydujące o jakości analizy relacji terapeutycznej. Postaram się dowieść, że szerokie rozumienie manipulacji, często używane potocznie, w odniesieniu do psychoterapii nie znajduje tu uzasadnienia ze względu na specyfikę relacji terapeuta – pacjent określonej poprzez walory kontraktu terapeutycznego oraz wymagany poziom odpowiedzialności i samoświadomości terapeutów.

Therapeutes (z greckiego) to pielęgnujący, lekarz lub pielęgniarz, leczący chorego. Innymi słowy ten, kto nazywany jest terapeutą, głównym celem swojej działalności czyni dobro chorego.

Dobro pacjenta jest podstawową i niekwestionowaną wartością w relacji terapeutycznej, po obu jej stronach. Terapeuta nie jest też, z założenia, nastawiony na zaspakajanie własnych potrzeb. Jeśli więc terapeuta stosuje techniki nastawione na realizację celów, które mają przynieść pozytywny skutek klientowi, mają być dobrem dla klienta – trudno mówić o manipulacji. I odwrotnie, gdyby terapeuta realizował cele, które mają zaspakajać jego potrzeby – mielibyśmy do czynienia z manipulacją. Posłużmy się analogią do relacji lekarz – pacjent. Lekarz stawia diagnozę i aplikuje określone leki, które są jego narzędziami działania. Pacjent nie musi znać psychofizjologicznych mechanizmów działania leków (ich szczegółów nie muszą znać sami lekarze), a przecież nie określa się tej relacji manipulacją. Narzędziami działania terapeuty jest on sam i określone techniki terapeutyczne. Także wszelkie niezamierzone działania terapeuty, wywołujące nieznane klientowi skutki, nie będą miały charakteru manipulacji, pozostając błędem w sztuce terapeutycznej. Powyższe rozróżnienie nie wyczerpuje całości zagadnienia, problemy bowiem nie pojawiają się wraz z pytaniem po co?, ale jak? skutecznie nieść pomoc oczekującym tego klientom. Odpowiedź na pytanie jak dzielą teorie i szkoły terapeutyczne.

Mimo rudymentarnych różnic doktrynalnych pomiędzy terapią opartą na modelu psychoanalitycznym a terapią osadzoną na paradygmacie behawioralnym, istnieje między nimi podobieństwo. Otóż w obydwu szkołach relacja terapeuta – pacjent ma charakter pionowego podporządkowania, analogicznie do medycznego modelu lekarz – pacjent. Pacjent „przychodzi” z problemem do terapeuty, a ten „wchodzi” w rolę autorytetu, eksperta stawiającego diagnozę i określającego warunki potrzebne do odzyskania zdrowia.

Zgodnie z behawioralnym modelem człowieka, nasze doświadczenie jest nabyte na drodze uczenia się, uczymy się także zachowań nerwicowych, zaburzeń zachowania, komunikacji i innych. Terapia ma polegać na konstruowaniu ćwiczeń umożliwiających oduczanie destruktywnych dla jednostki zachowań i uczeniu się zachowań konstruktywnych. Terapeuta ma być ekspertem, który zaplanuje określone ćwiczenia (trening) prowadzący do zaniknięcia patologicznych objawów, powstania nowych nawyków i postaw. Przyznać trzeba, że – zgodnie z konwencją behawioralną – terapeuci przykładają duże znaczenie do uczciwego informowania pacjentów o zamiarach i celach zaplanowanych ćwiczeń, niejednokrotnie plan terapii jest układany wspólnie z pacjentem np. w desensybilizacji.

W psychoanalizie celem terapii jest zmiana świadomości klienta, jej poszerzenie w sferze mechanizmów obronnych, przeniesieniowych, relacji z obiektem, jest równoznaczne z ograniczaniem roli nieświadomości i ma – jak zakładają psychoanalitycy – walory katarktyczne. Zadaniem terapeuty jest więc takie kierowanie terapią, aby efekt ten osiągnąć. O ile to klient zwykle określa problem, z którym przychodzi, to zasadniczo terapeuta steruje sytuacją terapeutyczną, dąży do zrealizowania celów zgodnych z doktryną psychoanalityczną. Nie trzeba dodawać, że klient na ogół nie zdaje sobie sprawy z tego, co oznaczają cele takie jak: analiza ego, mechanizmy obronne, fiksacja libido, przeniesienie, etc.

Pytanie o to, czy jest możliwa terapia bez manipulacji najbardziej zdecydowanie postawił przytaczany już C.Rogers. Przy jego szerokim rozumieniu tego zjawiska, jego odpowiedź brzmiała jednoznacznie. Sytuacja terapii wyklucza ją całkowicie. Wyklucza ją bowiem przekonanie o konieczności traktowania klienta w sposób absolutnie nieinstrumentalny, podmiotowy.

Psychologowie humanistyczni zanegowali deterministyczny model człowieka, przyjmowany przez psychoanalizę (zależność od biologicznych popędów bądź norm dyktowanych przez superego) i behawioryzm (zależność od bodźców działających z zewnątrz). W odczuciu F.Perlsa, A.Maslowa, C. Bugenthala i innych człowiek jest istotą wolną (choć autorzy ci różnie pojmowali wolność), godną, zdolną do samorozwoju, nastawioną zasadniczo na dobro. I tak, druga osoba w terapii winna być partnerem a nie przedmiotem manipulacji. C.Rogers odrzucił dominujący do lat 60-tych schemat stosunków terapeuta – pacjent, w którym istniał zdecydowany podział ról na „wszystkowiedzącego” terapeutę, zamkniętego analityka mającego wyłączne prawo do zadawania pytań i drążenia problemów oraz podporządkowanego mu pacjenta, zmuszonego do jednostronnego odkrywania swych najbardziej intymnych przeżyć. Rogers spostrzegł, że znacznie efektywniejsze jest przekształcenie relacji pionowego podporządkowania w relację opartą na zasadach poziomego, partnerskiego dialogu. Taki jej charakter zakłada otwartość, czy też gotowość do otwartości zarówno po stronie klienta jak i terapeuty. Rola terapeuty nie sprowadza się już do sterowania terapią i rozwiązywania życiowych dylematów klienta. Terapeuta jest odpowiedzialny za stworzenie takiego klimatu, atmosfery, która umożliwiać będzie dobry kontakt z klientem, to od tego zależy powodzenie terapii. Związek między terapeutą a pacjentem opierać się powinien zatem na akceptacji, zrozumieniu, stwarzaniu poczucia bezpieczeństwa, swobody podejmowania decyzji i wyboru sposobu bycia przez klienta. Otwartość, autentyczność, zdolność do bezwarunkowej akceptacji klienta, empatia i
kongruencja to cechy terapeuty najbardziej pożądane w terapii rogeriańskiej (Rogers, 1991). Jej uczestnik stopniowo odkrywa czym jest bezwarunkowa akceptacja jego osoby, co umożliwia mu przełamywanie blokad emocjonalnych i w konsekwencji zmianę.

Każdy klient, bez względu na to jakie zachowania i postawy generuje, doświadczać więc będzie życzliwości i zrozumienia ze strony terapeuty. Zdaniem Rogersa wspomniane wyżej okoliczności terapii, warunkują wystąpienie zmian w osobowościach pacjentów, co znajduje swoje potwierdzenie w badaniach. Zmiany w kierunku stawania się „w pełni funkcjonującą osobą” także, a chciałoby się powiedzieć przede wszystkim uruchamia tzw. „normalne” życie, wszędzie tam, gdzie jednostka spotka się z życzliwością, otwarciem i akceptacją. W przekonaniu C. Rogersa jednakowe prawa, w sensie gotowości do otwarcia, prowadzą do głębokiego dialogu między terapeutą a klientem przypominającym swoim przebiegiem Buberowskie spotkanie Ja – Ty. Jednak podczas bezpośredniej wymiany zdań między Rogersem i Buberem, ten ostatni nie zgodził się na określenie kontaktu terapeutycznego jako sytuacji spotkaniowej. Zdaniem Bubera między spotkaniem a sytuacją terapeutyczną zachodzi obiektywna różnica sposobu widzenia. Terapeuta na skutek doświadczenia i wyostrzonego spojrzenia widzi pacjenta takim, jaki on jest, pacjent zaś nie przychodzi z nastawieniem na poznanie terapeuty, lecz przede wszystkim pragnie i szuka pomocy. Terapeuta na wstępie nie interesuje go jako osoba. Nie jest zdolny do bycia jednocześnie po stronie swojej i jego. Buber twierdzi, ze obiektywny charakter tej sytuacji nie może ulec zmianie, jakiekolwiek intencje terapeuty nie mogą jej zmienić, dlatego nie można mówić tu o spotkaniu. Trudno nie przyznać racji M.Buberowi. Założenie Rogersa, iż relacja między terapeutą a klientem jest symetryczna wydaje się nie tylko niemożliwe do realizacji, ale i błędne. Charyzmatyczny terapeuta twierdził, że stwarzane przez niego warunki wystarczają do wywołania głębokich zmian osobowościowych u jego klientów, zarówno w trakcie terapii indywidualnej jak i grupowej. Zmiany te określał mianem swoistego „przewrotu kopernikańskiego” polegającego na odkryciu przez jednostkę swego prawdziwego „ja”, a nade wszystko odkryciu prawa do wolności. Niestety, co przyznawał sam Rogers, trwałość tych zmian nie zawsze ma charakter stały. Czasem stają się one dominującą częścią światopoglądu, czasem jednostka dość szybko powraca do starych nawyków i postaw. Jest to podstawowa słabość metody rogeriańskiej. Niemniej zasługi C.Rogersa dla współczesnej terapii są niepodważalne. Nakreślił on wizję terapii wolnej od manipulacji, głęboko humanistycznej, na miarę wolności i godności człowieka, uwrażliwił współczesną psychologię na problem uprzedmiotowienia drugiego
człowieka. Niemniej rozwój psychoterapii poszedł w rożnych kierunkach, których Rogers prawdopodobnie nie zaakceptowałby (np. metoda Eriksonowska, NLP).

Dziś trudno znaleźć ortodoksyjnych rogerianistów. Dlaczego tak się stało?

Wydaje się, że zadecydowały o tym dwa czynniki: bardzo wysokie wymagania wobec osoby terapeuty, a z drugiej strony labilność zmian u klientów, terapeuci pragną być skuteczni. Niemniej wydaje się, że największa zasługa Rogersa dla współczesnej psychoterapii polega po prostu na tym, że …. był, tzn. że każdy adept psychoterapii powinien świadomie odnieść się do postulatów Rogersa, ich przepracowanie w trakcie szkoleń terapeutycznych poszerza świadomość swojej własnej metody i warsztatu. Trudno przeprowadzić dowody wskazujące na zmiany w myśleniu środowiska terapeutycznego na skutek wystąpienia C.Rogersa i innych psychologów humanistycznych, niemniej nie ulega wątpliwości, że wiele zapisów Kodeksu Etyczno – Zawodowego Psychologów jest odbiciem tez psychologów humanistycznych.

Poszanowanie podmiotowości drugiej osoby należy do podstawowych powinności psychologów: „Mimo różnych porządków moralnych i światopoglądowych istnieje zespół podstawowych wartości humanistycznych, które znalazły wyraz w Powszechnej Deklaracji Praw Człowieka ONZ. W swoich czynnościach zawodowych psycholog zawsze powinien respektować te podstawowe wartości, zwłaszcza godność osoby ludzkiej, podmiotowość i autonomię człowieka do kierowania się własnym systemem wartości, dokonywania własnych wyborów, jak również prawo do intymności. Jednocześnie psycholog świadomy jest skutków, jakie przynosi lub przynieść może w przyszłości jego oddziaływanie – ostatecznie powinny to być skutki pomyślne dla odbiorcy lub odbiorców czynności zawodowych psychologa” (Kodeks Etyczno-Zawodowy Psychologa, 1991; jest dostępny na stronie internetowej Polskiego Towarzystwa Psychologicznego, http://www.ptp.org.pl ).

W innym miejscu znajdziemy zdanie jakby wprost wyjęte z C.Rogersa: nawet nie akceptując postępowania osoby psycholog powinien starać się jej pomóc” (tamże, s.4.) Zasady działania sformułowane w Kodeksie Etyczno–Zawodowym siłą rzeczy są sformułowane na najwyższym poziomie ogólności. W praktyce każdy terapeuta mierzy się z rozlicznymi dylematami wokół wyboru najbardziej skutecznych form pomocy. Dziś gorące spory o wyższość jednej szkoły nad innymi wygasły. Stało się tak na skutek obserwacji, iż każda ze szkół ma swoje niekwestionowane sukcesy, zasada wydaje się być powszechnie uznana.

Większość znanych autorowi terapeutów w sposób świadomy pracuje eklektycznie, a podstawą jest algorytmiczna metoda działania, zwana zawieraniem kontraktu terapeutycznego, którą warto tu bliżej przedstawić. Kontrakt terapeutyczny warunkuje rozpoczęcie i prowadzenie terapii, znosi opór, dynamizuje i przyspiesza terapię, zmniejsza do minimum niebezpieczeństwo manipulacji.

Przedstawiam etapy zawierania kontraktu terapeutycznego w najbardziej popularnej wersji opracowanej przez J.Enright’a (1984):

  1. Etap I – Uznanie chęci bycia obecnym w sytuacji terapii – to podstawowy krok od którego rozpoczyna się większość rozmów w gabinecie terapeutycznym. Zadaniem terapeuty jest sprawdzenie motywacji klienta do terapii, nader często zdarza się bowiem, że ktoś przekracza próg gabinetu pod presją rodzica, współmałżonka, pedagoga szkolnego czy kierownika w pracy. W takiej sytuacji będzie reagował oporem na kontakt z terapeutą. Zadaniem terapeuty jest doprowadzenie do sytuacji, w której klient uznaje bycie w gabinecie za swój wybór, bowiem tylko wtedy psychoterapia jest możliwa. Jeśli klient tego nie akceptuje terapia na ogół nie jest kontynuowana. Każdy klient musi mieć pełną świadomość dobrowolności swojego wyboru: pozostawania w terapii lub rezygnacji z niej w dowolnym momencie. Także terapeuta musi mieć w sobie gotowość do uznania każdego wyboru klienta – co czasem bywa rozczarowujące dla terapeutów. Tworzenie przestrzeni do dokonywania wyborów przez klientów samo w sobie jest istotną częścią terapii, wielu klientów wykazuje tendencje do rezygnacji z własnej wolności prosząc terapeutę o wskazówki jak żyć, jakie podejmować decyzje, etc. Nieświadomie dążą do rezygnacji z odpowiedzialności za własne życie poddając się autorytetowi terapeuty. Doświadczeni terapeuci unikają tej pułapki, wiedzą bowiem, że możliwość doświadczania wyboru przez klientów i konieczność wzięcia odpowiedzialności za swoje życie stanowi często kulminacyjny punkt terapii.
  2. Etap II – Jaki jest rzeczywisty, doświadczany przez klienta problem czy cel ? To krok równie ważny jak poprzedni, wielu klientów zgłasza bowiem początkowo nie swoje subiektywnie przeżywane trudności, a problemy zasugerowane im przez otoczenie, w tej sytuacji nie będą rzeczywiście pracować. Tylko praca na subiektywnych trudnościach klienta ma sens, terapeuta musi ‘zawiesić’ swoje własne poczucie słuszności i oceny tego co prawidłowe i nieprawidłowe. W praktyce sporządzana jest „lista” problemów subiektywnie przeżywanych przez klienta i praca terapeutyczna skoncentrowana jest na ich sukcesywnym rozwiązywaniu.
  3. Etap III – Czy stan pożądany jest możliwy do osiągnięcia ? Ten etap to weryfikacja wyobrażeń klienta na temat jego własnych możliwości rozwiązania zgłaszanych trudności. Świadectwa terapeutów są na ogół zgodne – jeśli klient w danym momencie nie wierzy w możliwość rozwiązania swoich własnych problemów na ogół nie ma sensu nad nimi pracować. Tylko wtedy, gdy sygnalizuje rozwiązywalność danego problemu może czynić postępy w terapii. Tak więc to ostatecznie klient określa cele terapii, doświadczony terapeuta bierze w nawias własne przekonania o tym, co wydaje mu się mniej lub bardziej słuszne. Dwa ostatnie kroki kontraktu służą zasadniczo przełamywaniu oporu.
  4. Etap IV – Czy ten tu terapeuta i ta sytuacja są całkiem odpowiednie ? Krok sprawdzający ewentualne zastrzeżenia klienta do osoby terapeuty, jego wiarę w to, na ile może pomóc sobie przy pomocy danego terapeuty. Na tym etapie następuje nierzadko zasygnalizowanie mechanizmów przeniesieniowych, analizowanych w późniejszej, głębszej fazie terapii.
  5. Etap V – Czy istnieją jakieś konkurencyjne motywy ? To sprawdzenie czy u klienta nie występują konfliktowe motywy, powstrzymujące go w gruncie rzeczy od rozwiązania wcześnie sygnalizowanych problemów (np. korzyści wynikające ze statusu chorego, obawa o utratę renty, itd.)

Praca terapeutyczna oparta o kontrakt wprowadza istotną zmianę w odniesieniu do kontekstu manipulacji. Kontrakt zasadniczo przewartościowuje rolę technik w psychoterapii.

Jeśli terapeuta sięga po określoną technikę, czyni to w ramach pracy nad określonym celem uzgodnionym wcześniej z klientem (np. „Czy chcesz teraz bliżej przyjrzeć się swoim stosunkom z matką ? – Tak, myślę, że jestem już na to gotowy” ; po czym terapeuta sięga po określoną technikę – skutki zastosowania techniki są nieprzewidywalne dla klienta, ale w gruncie rzeczy i dla terapeuty, trudno więc taką sytuację nazwać manipulacją.

Terapeuta nie jest od tego by kształtować klienta na swój obraz i podobieństwo, takie obawy słyszymy czasami od laików. Rolą i powinnością terapeuty jest pomóc klientowi w lepszym zrozumieniu siebie, swoich emocji, relacji z innymi, techniki są środkami do celu. Klient akceptując sytuację terapeutyczną na ogół godzi się na eksperymentowanie z technikami, jeśli nie wyraża zgody na wejście w określoną technikę, doświadczony terapeuta nigdy nie będzie go do tego przymuszał, powróci do przepracowywania kontraktu. Nie można twierdzić, że wszystko, co dzieje się w terapii odbywa się za zgodą klienta, ponieważ często pojawiają się emocje zaskakujące zarówno dla niego samego, jak i dla terapeuty.

Nadmierne poczucie sprawczości u terapeuty jest momentem, w którym poszanowanie wolności wyboru klienta i jego godności jest narażone na niebezpieczeństwo instrumentalnego traktowania, momentem przejścia na stronę manipulacji. Praca bazująca na kontrakcie terapeutycznym to niebezpieczeństwo minimalizuje.
Przytoczone na wstępie rozumienie manipulacji siłą rzeczy implikuje konieczność przewartościowania tego pojęcia i jego roli w procesie terapeutycznym. Nie można mówić o manipulacjach bez analizy intencjonalności działania, potrzeb i celów. Zakładając, że techniki terapeutyczne mają na celu dobro klienta, nie można więc powiedzieć, że są manipulacjami w potocznym znaczeniu tego słowa, zaryzykujmy określenie, że są to manipulacje – dla klienta. Relacja terapeutyczna przypomina wspólną wyprawę łodzią przez burzliwe morze w poszukiwaniu stałego lądu, który może zostać osiągnięty tylko na skutek współpracy załogi.


Literatura: 

  • Aronson, E., Wilson, T.D., Akert,R.M. (2007). Psychologia społeczna. Poznań: Zysk i S-ka.
  • Bandler, R., Grindler, J. (1986). Czym jest Meta-Model? Nowiny Psychologiczne, 10(47).
  • Boadella, D. (1994). Toksyczni terapeuci, przemoc religijna, sekty. Warszawa: Santorski&Co.
  • Cialdini, R. (1994). Wywieranie wpływu na ludzi. Gdańsk: GWP.
  • Doliński, D. (2000). Inni ludzie w procesach motywacyjnych. W: J.Strelau (red.) Psychologia, t.II. Gdańsk: GWP.
  • Enright, J. (1984) Terapia i poradnictwo bez oporu. W: Nowe strategie i techniki pomocy psychologicznej. Warszawa: PTHP. Hassan, S. (1999). Psychomanipulacja w sektach. Łódź: Wydawnictwo Ravi.
  • Kodeks Etyczno – Zawodowy Psychologa (1991) Warszawa: PTP.
  • Marcuse, E. (1984) Logika braku logiki. W: Nowe strategie i techniki pomocy psychologicznej. Warszawa: PTHP.
  • Marcuse, E. (1986). Wprowadzenie (w NLP). Nowiny Psychologiczne, 10(47).
  • Margasiński, A. (1991) O wolności w refleksji psychologicznej. Nowiny Psychologiczne, 1-2.
  • Maruszewski, T., Ścigała, E. (1999). Nasze wyprane mózgi łowców. Charaktery, 7.
  • Nawrat, R. (1989) Manipulacja społeczna – przegląd technik i wybranych wyników badań. Przegląd Psychologiczny, t.XXXII, nr 1.
  • Paszkiewicz, E. (1983) Struktura teorii psychologicznych. Warszawa: PWN.
  • Podgórecki, A. (1976) Zasady socjotechniki. Warszawa. Rogers – Buber: Dyskusja (1968) w: Znak, 173-174.
  • Rogers, C. (b.d) Co to znaczy stać się osobą? W: K.Starczewska (red.) Psychologia humanistyczna, t.I. ; b.d. 
  • Rogers, C. (b.d.) Istota terapii ujęta w terminach doświadczenia terapeutycznego. W: K.Starczewska (red.) Psychologia humanistyczna, t.II. ; b.d. Rogers, C. (1991) Terapia nastawiona na klienta. Wrocław: Thesaurus – Press.
  • Witkowski, T. (2000) Psychomanipulacje. Biblioteka Moderatora. Oficyna Wydawnicza Unus.

Tekst ukazał się w tomie: A.Margasiński, D.Probucka (red.) Etyka – Psychologia – Psychoterapia Kraków: Wydawnictwo Aureus, 2004, s.37-47. Materiał opublikowany za zgodą Autora.


Prywatna praktyka/strona: http://www.benevitae.com, http://www.andrzejmargasiński.com


Powiązane artykuły:

Reklamy

About psychologiaity.com

psycholog dr n.społ. Ewa Łodygowska

Dyskusja

Możliwość komentowania jest wyłączona.